Nie czytaj w ciszy – słuchaj Mozarta, czyli Guwernantki powrót do klasyki

Kiedy nie chcę pisać w ciszy, słucham Yanna Tiersena “Pour Amélie” grane na fortepianie przez Jeroena van Veen. Kiedy nie chcę czytać w ciszy, słucham Mozarta. I mogę wtedy przebierać i wybierać. Weźmy np. YouTube: “Mozart Brain Power” czy Spotify: “Mozart for Babies Brain Development Lullabies”. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy warto słuchać Mozarta?

Mozart urodził się w 1756 roku w Salzburgu. Posiadał szczęście, bo miał ojca, który własną karierę muzyczną złożył na karb rozwoju talentu młodego Mozarta. Bo jak tu nie pielęgnować talentu dziecka, które w wieku czterech lat komponuje koncerty, a w wieku 11 lat operę?

Jako dziecko wraz siostrą koncertowali po całej Europie. Jeden z plakatów o występie młodych zdolnych Austriaków w Anglii brzmiało: “Dla wszystkich miłośników nauki: ten niemiecki chłopiec Wolfgang Mozart jest bezsprzecznie najwspanialszym geniuszem Europy lub w ogóle kiedykolwiek wydanym przez ludzkość”.

Pierwsza praca w wieku 13 lat? To nie problem na Mozarta. Choć czytałam, że potem w swoim życiu nie było mu łatwo się gdzieś “zaczepić”.

Mozart fascynuje nie tylko swoją muzyką, ale tym, jaką miał osobowość. Mozart był bowiem bardzo żywiołowy i nieokiełznany. Moim zdaniem genialnie odmalował to aktor Tom Hulce w filmie “Amadeusz” (reż. Miloš Forman, 1984). To tam oglądamy Mozarta, który w środku rozmowy wybucha śmiechem lub wywija salta.

Widzimy również szał twórczy artysty:

“Muzyczne pomysły po prostu wpadały mu do głowy w pełni uformowane, tak jakby pisał pod czyjeś dyktando, i jedyne, co musiał zrobić, to je zapisywać!” – czytam w książce “Muzyka klasyczna dla bystrzaków” autorstwa D. Pogue’a i S. Speck’a.

Autorzy raczą nas pewną anegdotką. Kiedyś Mozarta zaczepił żebrak. Mozart, nie mając pieniędzy, na skrawku papieru napisał dla żebraka menueta i trio. A historia kończy się tak, że żebrak sprzedał utwór wydawcy i na tym zarobił.

Mozart zmarł w wieku zaledwie 35 lat. Powód? Najprawdopodobniej przepracowanie.

Piękne podsumowanie twórczości Mozarta czytam w tej samej książce, co powyżej: “Od śmierci Mozarta świat nigdy nie widział nikogo, kto łączyłby taki muzyczny geniusz z łatwością komponowania i boską inspiracją. Jego muzyka jest kwintesencją stylu klasycyzmu: elegancka, wdzięczna, wyrafinowana, uduchowiona i chociaż pozbawiona sentymentalizmu, jednak obdarzona głębią emocji”.

Co pozostaje nam? Jak to co? Słuchanie Mozarta!

Część II książki “Muzyka klasyczna dla bystrzaków” nosi tytuł: “Słuchaj!”. Tam właśnie znajdziemy opis Koncertu fortepianowego Es-dur nr 22, część III. Jest to swoista ściąga. Autorzy w punktach opisują 11 minut utworu : co i jak słyszymy. Przydatne do świadomego słuchania muzyki klasycznej. I pochłaniania Mozarta nie tylko duszą i sercem, ale i umysłem.

Źródło: “Muzyka klasyczna dla bystrzaków” D. Pogue, S. Speck (Helion, 2017)

Post na Nowy Rok, czyli Guwernantka tropi słowo “nowy” w geografii, literaturze i historii

Nowy – jak bardzo lubimy ten przymiotnik. Czujemy ekscytację, za którą jednak często czai się lęk. Ale za słowem “nowy” stoi świeżość, nadzieja i wiara. Wszystko, co nowe wdaje nam się lepsze. Nowy Rok też musi być lepszy od poprzedniego. “No, przynajmniej nie gorszy” – dopowiadamy.

Dzisiejszy post poświęcam w całości słowu “nowy”. Czytajcie zatem “nowy” post Guwernantki. Poniżej znajdziecie słowo “nowy” w trzech kategoriach: geografii, literatury i historii.

Geografia

Przymiotnik “nowy” jest częścią wielu nazw. Często odkrywcy i zdobywcy nadawali nowo odkrytym krajom nazwy ziem Starego Świata z dodatkiem “Nowy”. I tak, mamy Nową Anglię w USA, Nową Funlandię w Kanadzie czy Nową Południową Walię w Australii.

A w Polsce spotkamy Nową Hutę w Krakowie, miasto Nowy Targ lub ulicę Nowy Świat w Warszawie.

Literatura

W literaturze znajdziemy “Nową Heloizę” napisaną przez J. J. Rousseau. Główną bohaterką jest Julia d’Étanges, która kocha z wzajemnością nauczyciela domowego. Jej ojciec jest baronem i to wyklucza ewentualny ślub. Młodzi ulegają namiętności, po czym następują wyrzuty sumienia. Ukochany Julii o imieniu Saint-Preux udaje się w podróż naokoło świata. Zgodnie z wolą ojca Julia poślubia barona Wolmara. Po powrocie z podroży Saint-Preux zostaje nauczycielem dzieci Julii i Wolmara.

“Nowa Heloiza” to jedno z najsłynniejszych tekstów literackich Oświecenia, bo ukazuje w sposób niezwykły życie wewnętrzne postaci. Książka ta wpłynęła znacznie na formowanie sentymentalizmu i preromantyzmu.

“Nowa Atlantyda” to traktat filozofii politycznej Francisa Bacona z 1626 roku. To jego relacja z odwiedzin fantastycznej wyspy Bensalem na Pacyfiku oraz Domu Salomona, uczelni poświęconej studiom filozofii naturalnej.

Nie sposób nie wspomnieć o bajce H. Ch. Andersena pt. “Nowe szaty cesarza”. To opowieść o dwóch oszustach, rzekomych tkaczach, którzy zaproponowali cesarzowi szaty niewidzialne dla głupich albo nie nadających się do swego urzędu. Gdy kroczył w procesji w nieistniejących szatach, tłumy zachwycały się nimi, bojąc się kompromitacji. Tylko jakieś małe dziecko zawołało: “Przecież on jest nagi!”.

Tym razem podam przykład “nowości” w polskiej literaturze. Chodzi mi o książkę “Nowe Ateny” napisaną przez księdza Benedykta Chmielowskiego w XVIII wieku. Była to ulubiona lektura szlachty. Jest encyklopedią ciemnoty, zabobonu, wszelkich informacji o czarach, dziwach, upiorach, opętanych. To dzieło przepełnione duchem fanatyzmu i bigoterii.

Historia

Starożytny Egipt ma w swoich dziejach okres Nowego Państwa (od ok. 1570 do 1085 pne.). Był to okres rozkwitu politycznego i gospodarczego.

Na koniec chcę złożyć Ci najlepsze życzenia na Nowy Rok. Uwierz, że nowe może okazać się lepsze. Sam staraj się kreować to, co Cię spotyka na pozytywną nowość. Niech rok 2021 będzie w Twoim życiu jak okres Nowego Państwa w Egipcie. Czytaj dużo nowych książek, a będziesz odkrywcą zdolnym nazywać swoje nowe wrażenia, doświadczenia i emocje. Do siego Roku!

Przy pisaniu posta korzystałam ze “Słownika mitów tradycji i kultury” Władysława Kopalińskiego (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1985)

Czytać i oglądać baśń, czyli Guwernantka poleca książkę oraz film

Dzisiaj napiszę o baśni na kartach książki i na ekranie filmu. Nie są to baśnie dla dzieci na dobranoc. To dzieła skierowane do dorosłych. Czy zatem w XXI wieku ktoś chce słuchać i oglądać baśnie?

Zacznę swoją blogową baśń od sięgnięcia do biblioteczki Guwernantki. Biorę do ręki “Szkolny słownik terminów literackich” Wydawnictwa Zielona Sowa. Otwieram książkę na haśle “baśń” i czytam: “Świat przedstawiony baśni łączy w sobie realizm i fantastykę, motywacje psychologiczne postaci z cudownością i nadprzyrodzonym charakterem zdarzeń i zjawisk”.

Tak, nikt nie wyrasta z pragnienia słuchania o świecie i bohaterach zmyślonych od podszewki. W baśniach od zawsze dobro walczy ze złem i często towarzyszymy bohaterowi w jego niezwykłej podróży. W baśniach wiele czytamy o przyrodzie, jej nadprzyrodzonej mocy. I tu jest też coś dla duszy czytelnika – ekologa.

Dawno, dawno temu (czyli wczoraj) obejrzałam film pt. “Szczęśliwy Lazzarro” (reż. Alce Rohrwacher, 2018). Opis filmu na VOD zaczyna się tak: “Oniryczna opowieść na styku włoskiego neorealizmu i realizmu magicznego”. Prawda, że brzmi zachęcająco?

To historia chłopaka, który mieszka i pracuje w odciętej od świata wiosce pasterskiej Inviolacie o nieokreślonym miejscu i czasie. Wszędzie widać brud i nędzę. Jak się okazuje, rolnicy pracują za darmo na rzecz rządzącej nimi markizy Alfonsiny de Luna. Nie mają oni świadomości, że są de facto niewolnikami pozbawionymi wszelkich praw. Są naiwni, niewykształceni i godzą się na niesprawiedliwy system.

Markiza ma córkę i syna. Ten ostatni, o imieniu Tancredo, jest zblazowanym nastolatkiem, któremu się nudzi. Wpada na pomysł, by upozorować swoje porwanie i wyłudzić od matki pieniądze. W tym przedzięwzięciu ma mu pomóc Lazzaro.

Lazzaro jest na wskroś dobry i poczciwy. Jego naiwność każe innym traktować go za głupca na posyłki lub pomyleńca.

Druga część filmu dzieje się w mieście. Doszło do zmiany czasu. Wszyscy są starsi oprócz Lazzaro. Choć nie ma juz markizy, bohaterom dalej żyje się źle i biednie, ale są juz ludźmi wolnymi. Otoczenie, w którym mieszkają jest ponownie szpetne i brudne. Czy zatem coś się w ich życiu zmieniło?

Zastanawiał mnie tytuł filmu: “Szczęśliwy Lazzaro”. Gdzie tu odnaleźć szczęście w tragicznym losie głównego bohatera? Odpowiedź znalazłam w recenzji Diany Dąbrowskiej z “Kultury liberalnej”. Pisze ona: “w języku włoskim <<szczęśliwy Łazarz>> oznacza człowieka żyjącego w biedzie, jednakże pogodzonego ze swoim losem – raduje go wszystko co posiada (czyli niewiele), bo przedkłada cudze zadowolenie nad własne”. I tak tajemnica tytułu została rozwiązana.

Film otrzymał Złotą Palmę za scenariusz, którego autorką jest reżyserka oraz wyróżnienie Europejskiej Nagrody Filmowej.

Czas przejść do baśniowej książki. Chodzi oczywiście o nagrodzone Nike dzieło Radka Raka “Baśń o wężowym sercu, albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”. Jestem w trakcie czytania tej książki. Przeczytałam już jej większość, ale z oczywistych względów, poczekam z jej recenzją. Dalej przebywam z radością w Galicji wśród chamów, węży i czartów. I nie chce mi się na razie z tego baśniowego świata ruszać, bo lektura niesie ze sobą ciepłe światło świata, który był i który jednocześnie nigdy nie mógł się wydarzyć.

“I żyli długo i szczęśliwie…”. Do następnego napisania!

“Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy”, czyli Guwernantki recenzja filmu o długim tytule

W piątkowy wieczór postanowiłam obejrzeć film. Choć był to początek weekendu, nie wybrałam lekkiej komedii romantycznej. Zaserwowałam sobie 138 minut rumuńskiej historii z okresu II wojny światowej, kiedy to Rumuni opowiedzieli się po stronie Hitlera i nazistów.

Ten film nosi tytuł: “Nie obchodzi mnie, czy przejdziemy do historii jako barbarzyńcy” (reż. Radu Jude, 2018). To cytat wypowiedzi marszałka Iona Antonescu z 1941 roku. Słowa te dały początek czystkom etnicznym na froncie wschodnim. Ramię w ramię z Niemcami na obszarze Besarabii, Bukowiny i Transnistrii Rumuni mordowali Żydów.

A o czym jest dokładnie ten film? Główna bohaterka – Mariana Marin – jest reżyserką teatralną i chce wystawić przed Pałacem Królewskim w Bukareszcie swoistą rekonstrukcję zdobycia Odessy przez rumuńską armię w 1941 r.

W czasie filmu oglądamy cały twórczy proces powstawania spektaklu: od samej koncepcji po casting, próby i w końcu występ. I ten twórczy ferment urzekł mnie najbardziej. Pokazanie artysty w jego zmaganiach z historią, aktorami i własna osobą. Z ciekawością obserwowałam jak reżyserka żyje swoim dziełem 24 godziny na dobę. Nawet w wannie czyta książki. Domyślam się, że traktują one właśnie o temacie jej pracy.

Młoda reżyserka podchodzi do swojej pracy bardzo profesjonalnie, z determinacją, a nawet misją. Korzysta z archiwów, szuka dowodów i relacji, czyta listy, rozkazy, ogląda zdjęcia, filmy etc. Jej pracę nadzoruje jednak lokalny urzędnik – sam nazywający siebie z przekąsem cenzorem.

Reżyser Radu Jude zastosował w swoim dziele ciekawe zabiegi. Pierwsze minuty filmu wprowadziły mnie w konsternację. Nie wiedziałam czy oglądam film fabularny, czy dokument. Główna aktorka (Ioana Iacob) przedstawia się kim jest, kogo gra, o czym będzie film, a na koniec życzy miłego seansu. Widz widzi “od kuchni” całą ekipę filmową. To coś na wzór “filmu w filmie”.

Rumuńskie kino doczekało się “młodej fali” cenionych na świecie reżyserów. Należy do nich właśnie reżyser “Nie obchodzi mnie…”. W filmie w osobie głównej bohaterki skonstruował własne alter ego. Nie jest to jego pierwszy film na kontrowersyjne tematy związane z historią Rumunii w tle.

Film został doceniony na festiwalach. W 2018 r. na MFF w Karlowych Warach zdobył Kryształowy Globus za Najlepszy Film. Do tego Nagroda Specjalna Label Europa Cinemas. Film był również rumuńskim kandydatem do Oskara w 2019 r.

Na portalu film.dziennik.pl przeczytałam ciekawy fragment recenzji: “Barbarzyńcy to rzadki przykład filmu erudycyjnego, który nie jest przy tym artystowski”. I rzeczywiście. W filmie wielokrotnie padają cytaty intelektualistów czy czytane są długie fragmenty książek. Nie czuje się przy tym sztuczności i dłużyzny. Sam tytuł jest w końcu cytatem. Cytatem, który powinien dawać wiele do myślenia. Bo “każde ludobójstwo zaczyna się od języka”.

A może jutro obudzisz się w tyranii? Guwernantki pytania o demokrację przy jesiennej niedzieli

Dzisiaj będzie politycznie. Ostatnim obejrzanym przeze mnie filmem jest dokument pt. “Demokracja – instrukcja obsługi” (reż. Astra Taylor, 2018).

Czy zatem demokracja rzeczywiście potrzebuje intrukcji? Czy jest jak mebel z Ikei? Czy warto mieć taki “demokratyczny mebel” w swoim domu-państwie?

W filmie pada ważne i fundamentalne pytanie: “Czym jest demokracja”. Czy ma ono sens w świecie w XXI wieku? Okazuje się, że jak najbardziej. Reżyserka udzieliła głosu m.in. badaczom, czarnoskórej młodzieży w szkole czy byłemu więźniowi. Młodzież przy tym narzekała na zimne posiłki na stołówce, a były więzień wspominał jak strajkował w imię otwarcia dla więźniów biblioteki. Tak, i w kwestii więziennej biblioteki i zimnych frytek można myśleć o demokracji.

Film zabiera nas oczywiście do Aten – nie muszę chyba wyjaśniać dlaczego. Ktoś kto chodził do podstawówki, gimnazjum i liceum zawsze we wrześniu uczył się o demokracji ateńskiej.

Wybaczcie, ja też o niej krótko napiszę. W końcu to tam wymyślono demokrację, do której szukamy instrukcji.

Platon – autor dzieła “Państwo” – uważał, że gwarantem dobrego życia jest dobre miasto. Co czyni miasto dobrym? Według Platona to sprawiedliwość . Sprawia ona, że miasto jest dobre, bo zapewnia miastu jedność. Zagrożeniem sprawiedliwości jest duży podział pomiędzy bogatymi i biednymi, który może prowadzić do wojny domowej. A co się wtedy stanie? Biedni pójdą za demagogiem, który im powie, że obali bogatych. I stąd już, zdaniem Platona, krok do tyranii.

A co mamy dzisiaj? Wiele osób w filmie mówi o tym, że żyjemy w podzielonym społeczeństwie. Padają nawet stwierdzenia o “rozkładzie”. Jest on spowodowany przede wszystkim nierównościami gospodarczymi.

Czy czeka nas zatem tyrania? Jedna z osób mówi, że tyrania cechuje się przywilejami, nadużyciami i niesprawiedliwością.

Pada stwierdzenie, że władzę ma pieniądz. A może zawsze tak było? Może władza to abstrakcyjny system? Czy jako obywatele zatem oddaliśmy naszą władzę? W filmie słyszę, że środowiska gospodarcze i bankowe wręcz atakują demokrację.

Z filmu dowiaduję się też, że niedemokratyczne i antydemokratyczne siły są coraz bardziej globalne i ponadnarodowe

Ciekawym wątkiem w filmie jest wątek psychologiczny – samej natury człowieka. Otóż “w zwykłych ludziach jest zbyt wiele niedającej się zdyscyplinować namiętności i wszechobecnej ignorancji”.

Pierwszym nowożytnym obrońcą demokracji był J.J. Rousseau. Jego definicja demokracji to samorządność i samostanowienie. Co ciekawe, ponoć sama idea samostanowienia była inspirowana funkcjonowaniem rdzennych ludów Ameryk, gdzie nie było jednego władcy i właśności prywatnej.

Według Rousseau demokracja to “wspólna wolność do tego, by ustalać warunki naszej egzystencji”. Co więcej, naród musi być zorientowany na chęć rządzenia samym sobą. W filmie usłyszałam, że kapitalizm daje skłonność do interesowności i egocentryzmu. Ratunkiem może być tylko edukacja, kultura i religia obywatelska. Ludzi bowiem trzeba ukierunkować na powszechne rządy oraz dać im chęć poddania się im. Jednak powszechna władza nie leży w naszej naturze. Trzeba ją zaszczepić i pielęgnować – demokrację się nabywa. I tu dochodzimy do paradoksu Rousseau: jak tworzyć ustrój demokratyczny z niedemokratycznego narodu?

Platon napisał w “Państwie”: “Nie jest łatwe to, co jest piękne”. Może to stwierdzenie jest właśnie tą instrukcją do demokracji?

Pod koniec filmu słyszę, że nie ma sposobu, aby zło ustało. Nadzieją jest połączenie wpływów politycznych i umiłowania mądrości. Potrzebne jest też zaangażowanie intelektualne.

Film kończy ciekawe spostrzeżenie na temat demokracji i kobiet. Pada stwierdzenie, że kobiety mają szczególny wgląd w kwestię demokracji. Ale demokratyczne rządy czy kraje nigdy nie przyjaźniły się z kobietami. Zawsze były z nich wykluczane.

Nie pozostawiam dzisiaj wyraźnej puenty. Jestem ciekawa Twojego zdania. Podziel się komentarzem albo daj znać czy dobrze Ci się czytało post 🙂 Do następnego przeczytania!

Prawa dziecka w kinie, prawie i według Korczaka, czyli jak jeden film skłonił Guwernantkę do refleksji

Dzisiejszy post poświęcę dzieciom. Wiem, że do Dnia Dziecka jeszcze daleko. Do refleksji na ten temat skłonił mnie świetny film “Kafarnaum” (reż. Nadine Labaki, 2018).

I to nie tylko moja subiektywna opinia. Dzieło Labaki podbiło serca wielu widzów na całym świecie. Bo właśnie taki, chwytający za serce, jest wydźwięk filmu. Myślę, że “Kafarnaum” nie bez kozery przyznano Nagrodę Jury na 71. Międzynarodowym Festiwalu w Cannes, a po premierze na tym festiwalu publiczność zgotowała twórcom 15-minutową owację na stojąco. Warto zauważyć fakt nominacji do Oscara i Złotego Globa w kategorii najlepszy film obcojęzyczny.

“Kafaranum” to historia 12-letniego Zaina, który mieszka ze swoimi rodzicami i rodzeństwem w slumsach Bejrutu. Chłopiec odsiaduje wyrok ponieważ dokonał brutalnej napaści. Niespodziewanie Zain pozywa swoich rodziców za to, że przyszedł na świat. Film opiera się w głównej mierze na retrospekcji dzięki której lepiej poznajemy historię Zaina. A jest ona wstrząsająca i z pewnością ukazuje smutną prawdę o rzeszy podobnych do Zaina dzieci slumsów, które są na całym świecie bardzo podobne. To ważny głos reżyserki w tej sprawie. Głos tych najbardziej niewinnych, słabych i bezbronnych dzieci wojen i ulicy.

Ciekawą rzeczą odnosząca się jeszcze do kwestii filmu jest to, że na ekranie oglądamy amatorów. Tytułowego Zaina gra Syryjczyk – Zain Al Rafeea. On i jego rodzina uciekli przed wojną do Libanu. Film zdecydowanie odmienił ich życie. Zainowi wraz z rodziną udało się legalnie wyemigrować do Norwegii. Jak widać sztuka, w tym przypadku filmowa, jest w stanie odmienić ludzkie życie i losy. Ale losy kręcenia filmu otarły się również o tę złą stronę. Myślę tutaj o odtórczyni roli nielegalnie pracującej Etiopki – Yornatos Shiferaw, którą w trakcie kręcenia filmu zatrzywano w więzieniu za nielegalną pracę. Do naturszczyków należy również filmowa siostra Zaina grana przez Cedrę Izam, którą do filmu, wprost z ulic Bejrutu, zaangażowała sama reżyserka.

Po obejrzeniu filmu pomyślałam o Januszu Korczaku – prawdziwym wizjonerze tego, jaki dorośli powinni mieć stosunek do dzieci. Chodzi przede wszystkim o szacunek i partnerstwo. W swoim życiu działał na wielu polach, ale to właśnie rola wybitnego pedagoga sprawiła, że jego dziedzictwo w tej dziedzinie jest wciąż żywe na całym świecie. Jego samorządowe podejście do pracy z dziećmi, oddające głos właśnie dzieciom, było w czasach, w których żył i działał, niezwykle nowatorskie. Był bez wątpienia prekursorem na rzecz praw dziecka-człowieka. Dał dzieciom głos również w sensie dosłownym inicjując pierwsze pismo redagowane w większości przez dzieci “Mały Przegląd”. To dzieci i młodzież pisząc listy i inne materiały byli małymi “dziennikarzami” gazety. Janusz Korczak tworzył rownież różnego rodzaju placówki dla dzieci, w których funkcjonował sejm, czyli dziedzięcy parlament.

A jak z prawami dziecka radził i radzi sobie świat?

Na szlaku prawnej ochrony dzieci należy wspomnieć o Konwencji o Prawach Dziecka ochwalonej na XIV sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w 1959 r. Był to jednak dokument prawnie nie wiążący. Moc prawną miała i ma dopiero Konwencja o prawach dziecka uchwalona w 1989 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Polska ratyfikowała ją dwa lata póżniej jak większość państw za wyjątkiem USA.

Warto zauważyć wzorową postawę Polaków takich jak Ludwik Rajchman, który był pomysłodawcą stworzenia międzynarodowej organizacji działającej na rzecz dzieci, czyli późniejszego UNICEFu. Do tego to Polska była inicjatorem powstania Konwencji o prawach dziecka przedkładając Komisji Praw Człowieka pierwszy projekt w 1978 roku.

Niezwykły niewolnik, czyli Guwernantka pisze o Angelo Solimanie

Dzisiaj opowiem Wam ciekawą historię. Wydarzyła się ona naprawdę. Opisuje ją dramat historyczny pt. “Angelo” (reż. Markus Schleinzer, 2018). Wątek tej opowieści wykorzystuje w swojej książce “Bieguni” sama noblistka Olga Tokarczuk. 

Głównym bohaterem tej opowieści jest Angelo Soliman. Urodził się w 1720 r. w Nigerii. W wyniku konfliktu zbrojnego stał się niewolnikiem. W wieku 10 lat trafił do Wiednia pod opiekę arystokratów by przebyć drogę “ku człowieczeństwu”. 

Chłopiec został ochrzczony i nadano mu imię Angelo. W trakcie filmu jego “opiekunka” powie do niego: “Angelo – pierwszy posłaniec Boga. Chciałam cię wychować tak, byś był uczciwy i miłosierny, dobry i czysty w każdym wyroku”.  

Zadbano o jego edukację. Zna języki obce, gra w karty, ma nienaganne maniery i można powiedzieć – powszechny szacunek. “Teraz jesteś jednym z nas” – usłyszy takie słowa ze swojego otoczenia. Nawet służba dba o Angelo. Zwracają się do niego: “Mój panie”.  

Stał się kimś na wzór “nadwornego murzyna” lub “artystycznej maskotki”. Angelo bowiem występuje, gra na flecie, deklamuje. Wyróżnia go na tle innych jego styl ubierania. Są to piękne, wręcz ekstrawaganckie stroje. Nosi nawet czarną skórę. Maluje usta na czerwono, ma kolczyk w uchu. 

W jednej z rozmów zostaje zapytany przez cesarza Austrii:  

“Czy wróciłbyś do Afryki, gdybyś mógł?”. Angelo odpowiada: “Nie, Wasza Wysokość. Jestem tam obcy”. “Jesteś synem Europy?”. “Jestem synem Afryki lecz człowiekiem Europy” – dopowiada Angelo. 

W pewnym momencie opuszcza dwór. Uzyskuje niejako “wolność”. To jednocześnie przywilej, ale i wyzwanie. Musi zadbać o byt: swój, swojej żony, a później dziecka. 

Franciszek Józef I Lichtenstein wypchał po śmierci jego ciało i postawił w swoim gabinecie osobliwości. Eksponat trafił następnie do Naturhistorisches Museum, gdzie ostatecznie w 1948 roku spłonął w pożarze.  

Jego córka – Józefina Soliman von Feuchtersleben – bezskutecznie zabiegała o godny pochówek ojca. Jej listy do cesarza Austrii barwnie przywołuje Olga Tokarczuk w książce “Bieguni”.  

Gdy będziesz kiedyś w Wiedniu być może trafisz na ulicę Angelo Solimana. Pomyśl przez chwilę o jego historii.  

Zasada 3P, czyli Guwernantka tworzy teorię twórczości

Poniżej przeczytasz czym według Guwernantki jest proces pisania. Dodatkowo dowiesz się co Guwernantka myśli o wenie, koncepcji i fizycznym finale całej zabawy zwanej pisarstwem.

Potrzeba

Nagle poczułam w okolicach mostka palącą potrzebę pisania. Nie wiedziałam co napiszę. To była wena, nie natchnienie. Kiedy mam natchnienie zaczynam pisać od razu. Słowa same cisną się na palce. Czasami nie nadążam ich pisać.

Niedawno wstałam wcześnie rano i przez bite 6 godzin pisałam opowiadanie. W trakcie pisania żółty długopis z czarną skuwką pękł mi w dłoni. Materia przegrała z duszą. Ale nie do końca. Po tych 6 godzinach siedzenia nad kartka ksero czułam się jak po Biegu Rzeźnika. Bolał mnie kark, kręgosłup i tyłek. Ledwo wstałam od biurka i chodziłam kuśtykając. Dotarło do mnie, że pisanie to nie tylko proces intelektualny, ale i fizyczny. Zrozumiałam już dlaczego w książce „Kurs pisania powieści dla bystrzaków” w któryś rozdziale jest informacja o odpowiednim doborze fotela. Autorami tej publikacji są Randy Ingermanson i Peter Economy. Na marginesie, książkę polecam.

Była zatem potrzeba i wena. Do tego odpowiedni nastrój oraz gotowość „do pióra”. Potrzebowałam tylko pomysłu. Tylko i aż. Wiedziałam co mam robić. Zdecydowałam się obejrzeć film. Chciałam coś przeżyć, czegoś doświadczyć, coś przemyśleć. Jednym słowem szukałam natchnienia.

Pomysł

Wśród niezliczonych zasobów filmowych na VOD wybrałam film „Granica” (reż. Ali Abbasi, 2018). Widziałam przed oglądaniem na wirtualnym afiszu sporo festiwalowych liści laurowych. Czułam, że być może trafiłam na perełkę. I nie myliłam się. „Granica” była szwedzkim kandydatem do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny.

Główną bohaterką jest Tina, z zawodu celniczka. Posiada ona dar (a może przekleństwo?) wyczuwania węchem ludzkich emocji. Umiejętność ta przydaje jej się w pracy, bo Tina doskonale wie, kogo z przyjeżdżających do Szwecji ludzi przeszukać.

Pewnego dnia Tina trafia w pracy na tajemniczego mężczyznę. Trzeba napisać, że Tina ma zdeformowaną twarz. Zatrzymany do rewizji mężczyzna też. Warto podkreślić w tym miejscu świetną robotę charakteryzatorów. Tworzenie silikonowych masek aktorów wymagało 4-godzinnego makijażu (!). Szacunek również dla aktorów, którzy mając te maski pięknie odmalowali na nich swoje emocje. Mistrzostwo.

 Film mnie bardzo wciągnął. Czasami jak oglądam film zerkam na pasek i podglądam ile czasu zostało do końca. Przy oglądaniu „Granicy” tak nie było. Wiecie dlaczego? Bo pomysł na fabułę jest wyjątkowy. Nigdy wcześniej nie oglądałam/czytałam/słuchałam takiej nowatorskiej historii. Zaczęłam w duchu gratulować scenarzyście. Na końcu filmu jednak dowiedziałam się, że film powstał na podstawie opowiadania Johna Ajvide Lindqvista pt. „Granica”.

Pisanie

Miałam potrzebę. Dzięki filmowi „Granica” zakiełkował we mnie pomysł. A nawet jednocześnie 3 pomysły na mój kolejny post na blogu Guwernantka. Kiedy otworzyłam edytor tekstu powitała mnie biała strona. Wiecie, mam taki notatnik. Notatnik Guwernantki. W trakcie filmu „Granica” kiedy pomysły wyskakiwały mi z głowy, robiłam notatki. Potem krótki research, by znaleźć pewne fakty związane z filmem.

I tyle. Właśnie kończę ten post. Mam satysfakcję. Kiedy już czuję natchnienie moje myśli układają się w zdania, a zdania w akapity. Nie ma innej opcji. Muszę je przelać na papier, bo one stają się w pewien sposób natrętne.

Teraz czuję spokój. Znając mnie nie będzie on trwał długo. Wiecie dlaczego? Staram się jak najwięcej czytać, oglądać, słuchać. To niewyczerpana studnia weny, inspiracji, natchnienia.

A zatem do następnego napisania i przeczytania! 😊

Dwa filmy i dwie książki, czyli Guwernantka rozwiązuje zagadkę z kluczem

Jak już pisałam w opisie zapraszającym na bloga, Guwernantka opowie Wam dzisiaj o dwóch filmach i dwóch książkach, których wspólnym mianownikiem jest słowo: PISARZ.

Zacznę od Turcji i dramatu. Chodzi o film pt. „Dzika grusza” (reż. Nuri Bilge Ceylan, 2018). To historia młodego chłopaka o imieniu Sinan. Poznajemy go w momencie kiedy skończył studia pedagogiczne i przed ostatecznymi egzaminami wraca w rodzinne strony. Pochodzi z prowincjonalnego miasteczka Çan w północno-zachodniej Turcji. Jego ojciec jest nauczycielem i cała rodzina jest przekonana, że Sinan pójdzie w ślady ojca. Sinan ma inne jednak inne plany. Chce zostać pisarzem. Napisał już nawet swoją pierwszą książkę i szuka wsparcia finansowego by ją wydać. Sinana nie stać bowiem na wydanie powieści własnym sumptem. Pochodzi z rodziny w której się nie przelewa. Wpływ ma na to w dużym stopniu beztroska postawa ojca, która prowadzi do wzrostu problemów rodzinnych. Chłopak na każdym kroku widzi problemy finansowe. Swojej rodziny zwłaszcza, ale całe miasteczko nie daje poczucia perspektyw na dostatnie i spokojne życie. Młody pisarz zderza się z prozaicznością życia. Czy Sinan spełni swoje marzenie na przekór wszystkim i wszystkiemu? Czy uda mu się wydać swoją powieść? Zachęcam do przekonania się, oglądając film „Dzika grusza”.

Pora na Koreę Południową i thiller. I to naprawdę dobry thiller. Piszę o filmie „Płomienie” (reż. Chang-dong Lee, 2018). Tu też głównym bohaterem jest młody chłopak o ambicji pisarskiej. Jong-soo, bo tak ma na imię, ukończył nawet studia na kierunku twórcze pisanie. Pracuje jednak na razie dorywczo. W filmie poznajemy również jego życie rodzinne, które jest bardzo skomplikowane. Jong-soo podobnie jak Sinan z „Dzikiej gruszy” wraca do swojego rodzinnego domu blisko granicy z Koreą Północną. Pewnego dnia spotyka przypadkiem swoją dawną koleżankę ze szkoły – Hae-mi. Odnawiają znajomość. Dziewczyna wyjeżdża na wycieczkę do Afryki. Pod jej nieobecność Jong-soo opiekuje się jej kotem. Hae-mi w podróży poznaje młodego i bogatego Bena. Od tej pory zaczynają spędzać czas we trójkę. Trójkąt się rozpada kiedy Hae-mi nagle znika. Co stało się z dziewczyną? Jak zachowa się Jong-soo? Co na to Ben? Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu. „Płomienie” były kandydatem do Oskara 2019 w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Film jest oparty na opowiadaniu Harukiego Murakamiego „Spalenie stodół”.

I tak płynnie przechodzimy do powieści Harukiego Mirakamiego pt. „Zawód: powieściopisarz” z podtytułem: „Nie ma ograniczeń co do liczby powieściopisarzy, ograniczone jest miejsce na półkach księgarskich”. Z książki dowiemy się o tym jak Murakami został pisarzem. A poza tym o nagrodach literackich, o oryginalności, o czym w ogóle pisać, o czasie i pisaniu, o szkołach, o tworzeniu postaci. To bardzo ciekawa i wciągająca lektura, którą Wam polecam.

I ostatnia kwestia – felietony i ich zbór w formie książki Szczepana Twardocha „Jak nie zostałem poetą”. Wytłuszczony cytat Szczepana Twardocha na okładce brzmi: „Ciągle nie zdecydowałem, czy uprawianie literatury jest dla mnie po prostu zawodem, czy może raczej czymś w rodzaju choroby psychicznej”. Szczepan Twardoch mógłby być dzisiaj poetą lub dziennikarzem. Został jednak powieściopisarzem. Większość tekstów z książki były drukowane na łamach miesięcznika „Pani” w latach 2015-2019. Felietony są pisane z pasją, bywają czasami zadziorne i zaskakujące. Przyjemna lektura, polecam.

I tak, już wiecie co łączy Turcję, Koreę południową, dramat, thiller, powieść i felieton. Tym centralnym puzzlem jest słowo: PISARZ. Do następnego przeczytania! 😊

Dwie żołnierki w walce o planetę, czyli Guwernantka pisze o ekowojnie

Co się dzieje kiedy kobieta idzie na wojnę? Mówimy, że jest odważna. Walczy o pokój. Nie myśli o sobie, ale o własnym narodzie. By nie rzec: Bóg, honor, ojczyzna. Ale czy wojna zawsze oznacza konflikt zbrojny?

Jestem świeżo po obejrzeniu filmu „Kobieta idzie na wojnę” (reż. Benedikt Erlingsson, 2018). To portret 50-letniej kobiety o imieniu Halla, która z pozoru prowadzi zwyczajne życie. Mieszka w małej miejscowości na Islandii. Zawodowo jest muzykiem i dyrygentką chóru. Po godzinach samodzielnie prowadzi akcję przeciwko działalności korporacji, która zatruwa środowisko. Jej czyny są bardzo zuchwałe jak na działanie w pojedynkę. Mówią o niej media i najważniejsi politycy. Wszystkie służby Islandii są postawione na nogi w poszukiwaniu, jak to mówią, sabotażysty. Ukrywa się pod pseudonimem „Kobieta z gór”. Oprócz życia zawodowego i ekoaktywizmu, widz dowiaduje się również o jej prywatnej walce o bycie mamą. Czy bohaterce uda się wygrać na tych dwóch wojennych frontach? W walce o środowisko i macierzyństwo?

Historia Halle to ukazanie dojrzałej kobiety z wiarą naprawiającą świat. W tym wypadku zagrożone środowisko. Moje myśli automatycznie przeskoczyły w kierunku młodości i osoby Grety Thunberg – szwedzkiej nastolatki znanej na całym świecie z jej walki o klimat. Wszystko zaczęło się niewinnie. Od protestów przed parlamentem z transparentem: „Szkolny strajk dla klimatu”. Z czasem do Grety przyłączali się inni. Mimo, że mamy ocieplenie klimatu, to działania Grety są niczym kula śniegowa. Jej głos był wkrótce słyszalny m.in. na szczycie klimatycznym w Katowicach, Kongresie Ekonomicznym w Davos, w brytyjskim parlamencie i na audiencji u papieża Franciszka. Za Gretą Thunberg poszli inni młodzi ludzie. Efektem tego był międzynarodowy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Liczby mówią same za siebie: 133 kraje i 1,6 mln protestujących nastolatków. Młoda Szwedka otrzymała nawet nominację do Pokojowej Nagrody Nobla, a magazyn „Time” okrzyknął ją Człowiekiem Roku 2019.

Halle i Greta to idealistki. Halle to wytwór czyjejś wyobraźni, ale wpisujący się w światowe trendy. Mówi się przecież o „ekoterrorystach”. Faktem są wpływowe międzynarodowe koncerny, które ochronę środowiska cenią nisko, by nie rzec – wcale. Najważniejszy jest dla nich zysk, pieniądze i władza. To co robi Greta to gotowy scenariusz na film. Pewnie nie jeden o niej powstanie. To bardzo inspirująca bohaterka scenariusza. Ale my i Greta nie żyjemy w filmie. Dzisiaj słyszałam o ewakuacji osób z okolic lodowca we Włoszech, który pod wpływem upałów zaczął pękać (!). To nie jest odległa Arktyka, to Europa. Trzeba połączyć dojrzałość i młodość w walce o planetę. Czyli armia musi liczyć WSZYSTKICH. Bóg, honor, ojczyzna. Świadomość, przyzwoitość, planeta.